Puchar Świata okiem sędziego

624

Kiedy otrzymałem propozycję objęcia funkcji sędziego głównego w Pucharze Świata, było to dla mnie duże zaskoczenie. Owszem, mam spore doświadczenie w imprezach Europejskich, sędziowałem jako główny wszystkie najważniejsze imprezy seniorskie ECU, ale na świecie, czyli tam gdzie decyduje FIDE, sędzią byłem jedynie raz, na Olimpiadzie Szachowej w Tromsoe w 2014 roku. Jak wiadomo, takich propozycji się nie odrzuca, postanowiłem więc podjąć to wyzwanie.

Zwykle przygotowania do zawodów międzynarodowych rozpoczynam mniej więcej na miesiąc przed rozpoczęciem turnieju, rozpoczynając konsultację z głównym organizatorem. Wiele rzeczy trzeba uzgodnić z wyprzedzeniem, żeby potem nie zabrakło czasu na znalezienie rozwiązania. W przypadku Pucharu Świata jedną z pierwszych rzeczy, które musi zrobić sędzia, są kojarzenia całego turnieju, czyli rozpisanie drabinki pucharowej na 128 zawodników. Kojarzenia muszą być opublikowane na 21 dni przed rozpoczęciem pierwszej rundy.

Do Tbilisi przyjechałem na prośbę organizatora trzy dni wcześniej i wcale nie byłem pierwszy. Przede mną przyjechała ekipa techniczna FIDE z Elisty, która jest odpowiedzialna na przeprowadzenie transmisji partii szachowych w internecie, oraz ekipa odpowiedzialna za przeprowadzenie transmisji video. Wspólnie z organizatorem oraz we współpracy z hotelem staraliśmy się znaleźć najbardziej optymalne rozwiązania różnych kwestii, np. gdzie ulokować palarnię dla zawodników.

A’propos palarni, bo później mogę zapomnieć, to ulokowaliśmy ją na zewnątrz budynku, z bezpośrednim dostępem z sali gry. Wszystko się sprawdzało do momentu, kiedy w Tbilisi pojawiły się w bardzo mocne wiatry, które uniemożliwiały otwarcie drzwi do palarni. A że stało się to akurat na chwilę przed rozpoczęciem rundy, to nie mieliśmy przygotowanego rozwiązania awaryjnego. Musiałem więc ogłosić, że ze względu na warunki pogodowe zewnętrzna palarnia będzie zamknięta i postaramy się zorganizować inną w ciągu 15 minut. Na pierwsze protesty nie trzeba było długo czekać, natychmiast po moim komunikacie przyszedł do mnie Władimir Kramnik i powiedział, że musi on zapalić jeszcze przed partią. Na szczęście w hotelu Hualing, w którym rozgrywano wszystkie rundy za wyjątkiem finałowej, w miejscach do tego przystosowanych można palić, więc natychmiast rozszerzyliśmy strefę gry i obok bufetu dla zawodników powstała nowa palarnia. Zastanawiałem się jednak co będzie, jak przyjdzie do mnie z pretensjami któryś z niepalących zawodników i zgłosi, że nie ma ochoty wdychać dymu tytoniowego podczas przygotowywania swojej kawy. Na szczęście niebawem wiatr przestał mocno wiać, a i grono palaczy po każdej kolejnej rundzie się zmniejszało.

Z paleniem jest związana jeszcze jedna historia, otóż po pierwszych czterech rundach w hotelu Hualing zmienialiśmy salę gry na mniejszą (przypominam, że w Pucharze Świata co rundę odpada połowa zawodników) i przenosiliśmy się na drugie piętro. Muszę dodać, że Gruzji palenie w miejscach publicznych jest wciąż dozwolone i tolerowane, więc nikogo nie dziwi osoba paląca np. w restauracji. No więc na tym drugim piętrze podczas rundy ktoś w biurze prasowym postanowił zapalić elektronicznego papierosa, co uruchomiło sygnalizację przeciwpożarową w całym hotelu. A wszystko działo się podczas rundy. Co robić, zawodnicy grają, a tu za drzwiami syrena wyje? I do tego zgasło światło na korytarzu? Poprosiłem jednego z sędziów aby stanął przy drzwiach i nie pozwalał ich nikomu otwierać, przynajmniej do czasu zakończenia alarmu. Pojawiła się ochrona z hotelu, a następnie pan z latarką, który próbował zlokalizować konkretną czujkę, która uruchomiła alarm. Niestety kiedy już ją znalazł, to uparł się, że musi ją wymienić tłumacząc, że widocznie ta czujka nie jest właściwie skonfigurowana dla „strefy palących” i musi tu włożyć inną. Napisałem niestety, bo kiedy ją wymieniał, to jeszcze kilka razy włączył się ten sam alarm. No ale cóż, to tzw. czynniki zewnętrzne, na które nie mamy wpływu. Większość zawodników nie zwracała na syrenę zbytniej uwagi, jedynie Wesley So za każdym razem odwracał głowę sprawdzając co się dzieje.

Wracając do wątku głównego, czyli przygotowań do turnieju, to sędzia główny działa w interesie zawodników, zgadzając się lub nie, na pewne rozwiązania proponowane przez organizatora. Oczywiście wcześniej hotele i sale gry były sprawdzane przez przedstawicieli FIDE, ale nie wszystko da się zweryfikować z wyprzedzeniem. Zdaję sobie sprawę, że w naszych krajowych realiach sędzia nie ma zbyt wiele do powiedzenia, sala gry jest jaka jest, a zawodnicy grają gdzie tylko można, ale czym wyższa ranga turnieju, tym większe oczekiwania ze strony zawodników. Jeśli sędzia o czymś nie pomyśli zawczasu, to potem sam może mieć kłopoty, bo do niego będą spływały różne reklamacje. Przykładowo, są zawodnicy którzy natychmiast zwracają uwagę na zbyt słabe światło. Kupiłem więc multimetr, którym oprócz oświetlenia można mierzyć również temperaturę, wilgotność i poziom hałasu. Na miejscu okazało się, że w sali na drugim piętrze trzeba wymienić całe oświetlenie, bo to istniejące nie spełnia wymogów. A w sali na parterze centralna klimatyzacja pracuje zbyt głośno, więc nie można jej nastawić na maksymalny poziom nawiewu.

Zawodnicy zwracają uwagę także na inne detale, przykładowo Wasyl Iwanczuk przyszedł do mnie z zapytaniem gdzie jest zegar na sali gry. Zegara nie było, bo na ekranie wyświetlano jedynie czas pozostały do rozpoczęcia rundy. Poprosiłem więc ekipę techniczną o wyświetlenie zegara, zamiast odliczania czasu. Osobiście preferuję zegar, bo wtedy mogę samodzielnie zdecydować kiedy rozpocząć rundę, opóźniając ją o dwie minuty jeśli potrzeba. Podczas pierwszej rundy okazało się przykładowo, że cześć zawodników miała problem z dotarciem na sale gry ze względu na wąskie gardło, jakim okazały się hotelowe windy. Kiedy wszyscy w jednym czasie próbują z nich skorzystać korek jest nieunikniony. Na szczęście nie obowiązywał przepis „zero tolerancji”, ale o tym za chwilę. Warto dodać, że w Pucharze Świata zawodnicy nie mogą wchodzić na salę z własnymi zegarkami, więc ten zegar na sali gry jest dla nich bardzo ważny.

Ważnym elementem przygotowania do turnieju jest sprawdzenie wszystkich przepisów i właściwe przeprowadzenie odprawy technicznej dla zawodników, która w Pucharze Świata jest obowiązkowa. Kiedy przeczytałem regulamin oraz przepisy, do których ten regulamin się odwoływał, byłem zdumiony, że nie zawierają one odpowiedzi na niektóre podstawowe pytania, np. jaki jest dopuszczalny czas spóźnienia na rundę. Wszystkie te niejasności trzeba przecież wyjaśnić najpóźniej na odprawie technicznej. Z drugiej strony brak konkretnych zapisów dawał mi możliwość przeforsowania, po uzyskaniu akceptacji FIDE, tych rozwiązań, które w danym przypadku uważam za najlepsze. I tak zaproponowałem czas spóźnienia na partię standardową 15 minut, na partię szachów szybkich 5 minut i na partię błyskawiczną 2 minuty. Takie rozwiązanie daje sędziemu możliwość rozpoczęcia rundy bez zbędnych komplikacji i stresu, że przy stoliku brakuje któregoś z zawodników, a w pierwszej rundzie jest ich przecież, przypomnijmy, aż 128. To uratowało też kilku zawodników od porażki w dogrywkach, przykładowo wspomnianego już Wasyla Iwanczuka w partii z Janem Krzysztofem Dudą. Inną wprowadzoną przeze mnie nowością jest sztywny harmonogram dogrywek. Regulamin wspominał jedynie, że między partiami w dogrywkach musi być co najmniej 10 minut przerwy, a reszta zależy już od sędziego głównego. Muszę przyznać, że to rozwiązanie, czyli ustalenie godziny rozpoczęcia rundy dla każdej partii dogrywek, przypadło do gustu zawodnikom. W pierwszych dwóch rundach dogrywek mieliśmy lekkie 5-minutowe opóźnienie, ale kolejne rundy odbywały się już zgodnie z harmonogramem. Dzięki temu zawodnicy, którzy w trakcie dogrywek skończyli swoją partię, mieli możliwość udania się do swojego pokoju i wiedzieli, że kolejna runda dogrywek nie rozpocznie się wcześniej niż o określonej godzinie. Myślę, że dzięki temu atmosfera dogrywek była mniej nerwowa.

Jako anegdotę po odprawie technicznej Pucharu Świata mogę przytoczyć historię z udziałem przesympatycznego Davida Navary. Kiedy skończyłem omawiać przepisy oraz inne kwestie techniczne, gdzie jednym z ostatnich tematów była możliwość składania apelacji w ciągu dwóch godzin od zakończenia partii po wpłaceniu kaucji w wysokości 500 Euro i zapytałem czy są jakieś pytania, Dawid podniósł rękę i zapytał czy można kaucję zapłacić kartą, bo przecież nikt nie ma przy sobie takiej gotówki. Byłem przygotowany na różne pytania, ale takiego się nie spodziewałem.

Puchar Świata sędziuje na początku 9 sędziów, z każdą kolejną rundą liczba sędziów się zmniejsza, podobnie jak liczba zawodników. Na finał zostaje tylko sędzia główny i jego zastępcy. Prócz sędziów, na dogrywki przychodzą jeszcze asystenci, którzy prowadzą zapis w partiach granych tempem przyspieszonym i błyskawicznym. Dzięki takiemu rozwiązaniu zawodnicy grają z tak zwanym adekwatnym nadzorem i przepisy dla wszystkich partii są jednakowe. Jak pokazała praktyka, nie do końca wiadomo, czy jest to dla zawodników ułatwienie, czy też utrudnienie. W dogrywkach pierwszej rundy w partii szachów szybkich Wiktor Erdos wykonał nieprawidłowe posunięcie (promocja dwiema rękami). Jego przeciwnik był przekonany, że powinien partie wygrać, bo w szachach szybkich jedno nieprawidłowe posunięcie przegrywa. Wytłumaczyłem mu, że gramy z adekwatnym nadzorem i pokazałem w przepisach, że nie ma racji. Tłumaczyłem to także na odprawie technicznej, ale nie wszyscy jak widać zapamiętali. Swoją droga zawsze wydawało mi się to dosyć dziwne, że przy większym nadzorze ze strony sędziów zawodnicy mogą wykonać jedno nieprawidłowe posunięcie więcej. Zapytałem u źródeł i okazało się, że tak postanowiono ze względów czysto praktycznych. Mianowicie kiedy sędzia nadzoruje trzy szachownice (w blitzu jedną), to może dosyć szybko dokonać korekty czasu dodając za nieprawidłowe posunięcie dwie minuty przeciwnikowi (w blitzu jedną). Ale kiedy przykładowo jest jeden sędzia na 50 zawodników, to dokonanie kilku korekt podczas jednej rundy może być już problemem. Swoją drogą nieprawidłowe posunięcie zdarzyło się również w kolejnej dogrywce Wiktora Erdosa, tym razem wykonał je jego przeciwnik Peter Swidler.

W tak zwanym międzyczasie odezwał się do mnie piszący o Pucharze Świata na stronie pzszach.pl Mateusz Bartel i zaproponował, że chętnie ze mną porozmawia, jak coś ciekawego z sędziowskiego punktu widzenia się wydarzy. No i wykrakał, bo jeszcze przed rozpoczęciem trzeciej rundy rozpętała się „afera spodenkowa”.

Kiedy na salę gry przyszedł Anton Kovalyov, a było to mniej więcej na 10 minut przed rozpoczęciem partii, zapytałem go, czy mógłby zmienić swoje krótkie spodenki na długie spodnie, bo moim zdaniem jego ubiór nie odpowiada randze turnieju i jest niezgodny z przyjętymi przez FIDE przepisami w zakresie ubioru (dress-code). Kovalyov odpowiedział mi, że grał w tych spodenkach już w poprzednim Pucharze Świata i że nie może zmienić spodenek, bo ma ze sobą tylko te jedne jedyne. Mówiąc szczerze myślałem, że żartuje, bo nie przyszło mi do głowy, że zawodnik podróżujący na turniej 10.000 km w jedną stronę może nie zabrać ze sobą żadnych ubrań. Jednocześnie Kovalyov poprosił mnie żebym sprawdził jakim gra kolorem, bo jego zdaniem powinien mieć białe, a nie czarne. Nie podejmując więc żadnej decyzji poszedłem do swojego komputera sprawdzić poprawność kolorów w jego partii, a potem poszedłem do osoby odpowiedzialnej za publikowanie kojarzeń na stronie turniejowej żeby sprawdzić, czy przypadkiem tam nie ma błędu. Okazało się, że błędu nie ma i Kovalyov gra czarnymi. W tym czasie do Kovalyova podszedł Zurab Azmaiparashwili, prezydent ECU i organizator turnieju w Tbilisi i między nim a zawodnikiem wywiązała się już bardziej żywiołowa dyskusja na temat stroju. Zurab powiedział, że Kovalyov wygląda jak cygan, używając angielskiego słowa „gipsy”. Anton Kovalyov poczuł się urażony i opuścił salę turniejową. Nie pojawił się przy swoim stoliku przez 15 minut po rozpoczęciu rundy, dlatego, zgodnie z przyjętymi zasadami, przegrał partię. No i wybuchła afera, która rozgrzała wielu internautów do czerwoności. Pojawiło się wiele zarzutów, również pod moim adresem, przykładowo, że nie wolno zawodnikowi przeszkadzać przed partią. Pojawiły się również pytania, czemu Kovalyovowi nie zwrócono uwagi wcześniej, bo przez dwie pierwsze rundy grał w tych samych spodenkach. Odpowiedź jest prosta – wcześniej tego nie zauważyłem. Czemu nie zareagowali inni sędziowie? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, mogę jedynie się zgodzić, że część odpowiedzialności spada również na mnie, jak na każdego przełożonego w takich przypadkach, kiedy czegoś nie dopilnują jego podwładni. Nie chce na tą sprawę poświęcać zbyt wiele miejsca, więc na zakończenie dodam tylko, że oczywiście można było to wszystko załatwić inaczej, bardziej taktownie. A i sam Kovalyov mógł się lepiej zachować, mógł powiedzieć, że przeprasza, bo nie może się przebrać przed partią, ale jutro przyjdzie już odpowiednio ubrany, ale on udawał, że nie rozumie o co chodzi.

Najgorsze dla mnie jako sędziego są sytuacje, na które nie mam wpływu i nie da się ich przewidzieć. O wietrze i wyjącej syrenie już wspominałem, zdarzały się także zaniki zasilania, a co za tym idzie brak oświetlenia. Na szczęście przerwy były krótkie, a hotel miał swoje własne zasilanie awaryjne, które działało bez zarzutu. Niestety jadąc na imprezę międzynarodową nie mam również wpływu na to, z kim będę pracował, w tym także na obsadę personalną zespołu sędziowskiego. Wiadomo, sędziowie bywają lepsi i gorsi, akurat na Pucharze Świata są z reguły Ci pierwsi. Problem stanowi również bariera językowa, niektórzy mówią np. jedynie po rosyjsku, co przekłada się na możliwość współpracy między sędziami. A sędziowanie to praca zespołowa. Nie będę się zbytnio rozwodził nad kompetencjami językowymi, wiadomo, że znajomość języków obcych zawsze pomaga i warto w to zainwestować czas i pieniądze, sam z reszta cały czas się uczę, ale powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie sędziowanie turniejów międzynarodowych FIDE i ECU jako główny bez znajomości angielskiego i rosyjskiego. Ten pierwszy język wydaje się oczywistym, ale ten drugi może już nie tak bardzo. No więc wyobraźcie sobie państwo że jedziecie na turniej do Mińska (na Białorusi, a nie Mazowieckiego), dostajecie państwo 30-osobowy zespół sędziów, którym macie zarządzać i tylko pięć osób w tym zespole mówi po angielsku, z czego tylko dwie i po angielsku i po rosyjsku. Jak się komunikować w zespole? Ponadto cała obsługa w hali rozgrywek, ochrona itp., to ludzie posługujący się jedynie rosyjskim.

Wspomniałem o ochronie, więc wracam do Pucharu Świata i ekipy ochroniarskiej. To chyba jedno z najsłabszych ogniw w Tbilisi. Współpraca z ochroną jest bardzo trudna, a przecież pełnią oni bardzo ważną rolę, zabezpieczając turniej przed ewentualnymi oszustwami z wykorzystaniem najnowszych technologii. Niestety, pewnych nawyków nie da się wyeliminować. Jeśli ktoś przez całe życie szukał materiałów wybuchowych lub niebezpiecznych narzędzi, to wytłumaczenie mu, że my szachiści zwracamy uwagę przede wszystkim na inne rzeczy, takie jak np. telefony komórkowe, jest bardzo trudne. Ponadto tutejsza ekipa to ludzie pracujący na co dzień w ochronie rządu Gruzji (taki tutejszy BOR), więc wszystko wiedzą najlepiej i nie są zbyt mili. Nie chcę powiedzieć, że nie wykonują swojej pracy właściwie, są bramki, mają ręczne wykrywacze, ale mogło by być lepiej. Na szczęście na potrzeby tego turnieju mam dostęp do statystyk Prof. Kennetha Regana (FIDE Screening Tools) i mogę śledzić po każdej rundzie aktualne raporty dotyczące zgodności ruchów wykonywanych przez zawodników z ruchami proponowanymi przez „silniki” szachowe. Warto wiedzieć, je jako sędziowie staramy się zabezpieczyć całą strefę gry, w tym również toalety. Chodzi o to, żeby do toalet podczas rundy nie mały dostępu inne osoby niż zawodnicy i sędziowie. Z tym wiąże się śmieszna historia. Podczas jednej z rund do toalety dla zawodników chce wejść jakiś człowiek. Stojąca obok sędzina mówi mu, że ta toaleta jest tylko na potrzeby zawodników grających w turnieju i że musi iść kawałek dalej (50 metrów) do drugiej toalety. Na to nieznajomy wyciąga z kieszeni 10 lari (gruzińska waluta, w przeliczeniu mniej więcej 15 złotych) i próbuje wręczyć naszej sędzinie. Sędzina oczywiście pieniędzy nie wzięła, a mężczyzna był tym faktem mocno zdziwiony.

Wydaje mi się, że pożądaną cechą współczesnego sędziego głównego, który musi pracować z różnymi osobami posiadającymi różne kwalifikacje jest pewna uniwersalność, to znaczy możliwość przyjęcia takiej roli w turnieju, która jest najlepsza dla zespołu. Bardziej konkretnie chodzi mi o to, żeby być otwartym na wykonywanie różnych zadań, które oczywiście nie mogą przeszkadzać w zarządzaniu zespołem sędziowskim. Przykładowo, nie ma na turnieju „chętnego” do robienia kojarzeń na komputerze, to biorę na siebie te obowiązki, jak jest, to świetnie, niech pracuje, zrobię co innego. Podobnie z innymi sprawami, np. nie ma „chętnych” do bycia sędzią współpracującym z ochroną w zakresie zapobiegania oszustwom, to ja mogę to zrobić. Oczywiście nie może być tak, że ktoś w zespole mówi nie bo nie, to raczej kwestia wyczucia kompetencji.

Faza finałowa Pucharu Świata odbywa się już w innym hotelu, przenieśliśmy się z Hualing do położonego w ścisłym centrum Biltmore i muszę przyznać, że sala gry jest znakomita, odpowiednia do rangi rozgrywek. Jednak zmiana miejsca to nowe wyzwania, to trochę tak jakby zaczynał się nowy turniej. Zostało już tylko dwóch zawodników, więc mam nadzieję, że do końca nic szczególnego się nie wydarzy, oczywiście w tematach sędziowskich. Dla mnie jako sędziego to niesamowita przygoda i duże wyróżnienie.

Na koniec muszę przyznać, ze jestem pod wrażeniem niektórych szachistów, których do tej pory nie miałem okazji bliżej poznać. Przykładowo wspomniany już wcześniej Wesley So po przegranym meczu w półfinale, co musiało być dla niego dużym rozczarowaniem, przyszedł do mnie i podziękował za sędziowanie i za wszystko co dla niego jako sędziowie zrobiliśmy. To nie zdarza się często, myślę że takie przypadki mogę policzyć na palcach jednej ręki. Było to dla mnie bardzo miłe, a biorąc pod uwagę stan emocjonalny Wesleya, świadczy to o jego niesamowitej klasie. Bardzo ciekawym człowiekiem jest Levon Aronian. Potrafi opowiadać godzinami różne historie, a i wiedzę o świecie ma przeogromną. A szacunek jakim darzą się wzajemnie niektórzy zawodnicy, przykładowo wspomniany Aronian i MVL, czyli Maksim Vachier-Lagrave, to rzecz godna najwyższego uznania.